Głos duszy z Bałkan...Irfan
Ta muzyka w szczególny sposób porusza moją słowiańską naturę, tyle czystego piękna w kobiecym śpiewie.Ujmuje nieprzerysowanym dramtyzmem i archaicznym wydźwiękiem instrumentów..tego po prostu trzeba posłuchać..polecam z całego serca
http://www.youtube.com/watch?v=3elEnSAZhLg&feature=related
Irfan - FEI
Irfan - Return to outremer
"Muzyka zaczyna się tam, gdzie słowo jest bezsilne – muzyka jest tworzona dla niewyrażalnego." - Debussy
Wednesday, 15 August 2012
Monday, 26 March 2012
"Nieważne, czy wygrywasz czy przegrywasz.Ważne, jak grasz."
Trzymam się tego kurczowo. Ile niedorzecznosci niesie ze sobą ta gra, ważne,że cała reszta w to wierzy.Kiedy cała reszta wierzy, ja też zaczynam wierzyć. A nawet jeśli nie.I cała reszta krzyczy, że Twoja gra nie przekonuje nikogo, najważniejsze, że sam w siebie uwierzysz.Ktoś kiedyś napisał "jeśli sam w siebie nie uwierzysz, nikt w ciebie nie uwierzy".Dlatego wierzę, i będę wierzyć,no i w końcu się uwalniam. Dalsze kalkulacje? nie przewiduję.
Trzymam się tego kurczowo. Ile niedorzecznosci niesie ze sobą ta gra, ważne,że cała reszta w to wierzy.Kiedy cała reszta wierzy, ja też zaczynam wierzyć. A nawet jeśli nie.I cała reszta krzyczy, że Twoja gra nie przekonuje nikogo, najważniejsze, że sam w siebie uwierzysz.Ktoś kiedyś napisał "jeśli sam w siebie nie uwierzysz, nikt w ciebie nie uwierzy".Dlatego wierzę, i będę wierzyć,no i w końcu się uwalniam. Dalsze kalkulacje? nie przewiduję.
Friday, 2 March 2012
Odbite w naszych oczach wiedziały, że są motylami
Jacek Podsiadło: Mimo że mamy wstać rano do pracy zamiast spać wspominamy niezwykłe zdarzenia
Były przepiękne.
Były kobietami.
Że poczynaliśmy sobie nieśmiało, że
rozmawialiśmy z nimi o świętych duchach, Bogu, kosmosie,
że czytaliśmy im swoje wiersze
zanim odważyliśmy się na pierwsze dotknięcie, od którego
do pierwszego pocałunku było jeszcze wiele kilometrów drżenia,
czyniliśmy dobro. Jeśli nawet
marzyło nam się
bezceremonialne chwytanie za pierś jak za futbolówkę
albo rżnięcie "od tyłu, na stojąco i w butach",
postępowaliśmy inaczej.
Powoli.
Ostrożnie.
Nieumiejętnie.
Z lękiem.
Odbite w naszych oczach wiedziały, że są motylami.
Jeszcze przyjdzie tu po nas anioł z powietrzną trąbą.
Sprawi, że pewnego pięknego dnia wypierdolą nas z pracy.
Zabiorą nam mieszkania.
Odejdą od nas żony.
Będą się dziać rzeczy straszne.
I znów staniemy się wolni.
[w:] Jacek Podsiadło: Arytmia, Warszawa 1993
Były kobietami.
Że poczynaliśmy sobie nieśmiało, że
rozmawialiśmy z nimi o świętych duchach, Bogu, kosmosie,
że czytaliśmy im swoje wiersze
zanim odważyliśmy się na pierwsze dotknięcie, od którego
do pierwszego pocałunku było jeszcze wiele kilometrów drżenia,
czyniliśmy dobro. Jeśli nawet
marzyło nam się
bezceremonialne chwytanie za pierś jak za futbolówkę
albo rżnięcie "od tyłu, na stojąco i w butach",
postępowaliśmy inaczej.
Powoli.
Ostrożnie.
Nieumiejętnie.
Z lękiem.
Odbite w naszych oczach wiedziały, że są motylami.
Jeszcze przyjdzie tu po nas anioł z powietrzną trąbą.
Sprawi, że pewnego pięknego dnia wypierdolą nas z pracy.
Zabiorą nam mieszkania.
Odejdą od nas żony.
Będą się dziać rzeczy straszne.
I znów staniemy się wolni.
[w:] Jacek Podsiadło: Arytmia, Warszawa 1993
Sunday, 26 February 2012
"Tańczę, tańczę, w zatrzęsieniu nagłych skrzydeł"
"Przy winie"
Spojrzal, dodal mi urody,
a ja wzielam ja jak swoja.
Szczesliwa, polknelam gwiazde.
Pozwolilam sie wymyslic
na podobienstwa odbicia
w jego oczach. Tancze, tancze
w zatrzęsieniu naglych skrzydel.
Stol jest stolem, wino winem
w kieliszku, co jest kieliszkiem i stoi stojac na stole.
A ja jestem urojona,
urojona nie do wiary,
urojona az do krwi.
Mowie mu, co chce: o mrowkach umierajacych z milosci
pod gwiazdozbiorem dmuchawca. Przysiegam, ze biala roza, pokropiona winem, spiewa.
Smieje sie, przechylam glowe. ostroznie, jakbym sprawdzala wynalazek, Tancze, tancze
w zdumionej skorze, w objeciu, ktore mnie stwarza.
Ewa z żebra, Venus z piany, Minerwa z glowy Jowisza
byly bardziej rzeczywiste.
Kiedy on nie patrzy na mnie, szukam swojego odbicia
na scianie. I widze tylko gwozdz, z ktorego zdjeto obraz.
Sol 1962
Szymborska
Jejku jak ja ją uwielbiam, jaka ona prawdziwa, ileż to razy ktos nas stwarza, a my kusicielki łaknąc tego obrazu chełpliwie "pozwalamy się wymyślić na podobienstwo odbicia.."co więcej, potem naiwinie w ten obrazek same wpatrzone, próbujemy uwierzyć, że to my "nieurojone".
Sunday, 19 February 2012
Leniwa niedziela+ Szymborska+ Shankar Tucker ft. Rohini Ravada
We dream walked. For seconds that felt like hours, and yet they passed by too soon. We noted the point when the oddity of life between half-yearly dreams ceased to be odd. We wrote songs of our flight. It existed, albeit shortly. And then, we walked away and closed our eyes..
I felt in love..;)
Sunday, 5 February 2012
"Czasami myślę o prawdobodobnym świecie,
Gdzie jednak się mijają ślady naszych stóp.
Co wtedy dzieje się z duszami naszych dzieci,
Nim czyjaś inna miłość je zaprosi tu?"
Piękna piosenka Anny Marii Jopek, która dała mi wiele do myślenia..Komu z nas nie zdarza się myśleć o PRAWDOPODOBNYM świecie? Ja chyba zastanawiam się nazbyt często. W życiu mamy zazwyczaj pełne pole wyboru dróg, które możemy obrać.Nigdy nie wiemy, czy decyzja którą podjęliśmy, była najlepszą z palety wyborów. Który scenariusz był najlepszy? Bo przecież nie cofniemy się nigdy do punktu wyjścia. Co zatem tracimy i czym się kierować przy wyborze najlepszego z nich?
Na pewno tracimy czas, bo nigdy go nie cofniemy, jest nieugięty i nieuchwytny.Niektórzy wybierają ścieżkę asekuracji - nie ryzykują, by też więcej nie stracić.Inni dają się ponieść prądowi życia,w obawie,że coś stracą, coś co moze nawet trwać chwilę - krótszą lub dłuższą - bardziej wartościową lub mniej..tego nie wiemy nigdy. Czym zatem się kierować? Intuicją, zdrowym rozsądkiem, czy po prostu za wiele nie mysłeć nad konsekwencjami i łapać wszsytkie okazje jakie wpadają w nasze życiowe sieci?
Zawsze możemy bazować na wiedzy starszych od nas ludzi, przesyconych "mądrością życiową".Zawsze miałam i będe miec respect do starych ludzi,czasem nie zdajemy sobie nawet sprawy ile można nauczyć się od 80letniej staruszki.I nie mówię o wiedzy sensu stricte,ale "mądrości życiowej" Ile więcej doświadczeń, ilu więcej ludzi spotkali na swojej drodze? Czy są księgą, z której powinniśmy uczyć się czerpać inspirację, korzystać z rad jakie nam dają? Myślę, że mimo wszystko nie..W ostatecznym podsumowaniu bazują przecież na swoim i tylko swoim życiu, i jednym jedynym scenariuszu jakie życie im dało.
Tak, nierzadko tworzę scenariusze mojego życia..Myślę o miejscach, ludziach których nie spotkałam, wybierając tę a nie inną ścieżkę. O doświadczeniach , które mogłam zebrać, ale bałam podjąć się ryzyka i konsekwencji, które by za soba ponosiły.Czy żałuję? Chyba nie..Nie tych, które podjęłam, bo czułam wewnętrzny głos do zrobienia czegoś.Skoro bazowały na mojej intuicji, która wypływa gdzies z mojego wnętrza..tych chyba nie żałuję. Ale to prawda, czasami myślę o prawdopodobnym świecie..
Gdzie jednak się mijają ślady naszych stóp.
Co wtedy dzieje się z duszami naszych dzieci,
Nim czyjaś inna miłość je zaprosi tu?"
Piękna piosenka Anny Marii Jopek, która dała mi wiele do myślenia..Komu z nas nie zdarza się myśleć o PRAWDOPODOBNYM świecie? Ja chyba zastanawiam się nazbyt często. W życiu mamy zazwyczaj pełne pole wyboru dróg, które możemy obrać.Nigdy nie wiemy, czy decyzja którą podjęliśmy, była najlepszą z palety wyborów. Który scenariusz był najlepszy? Bo przecież nie cofniemy się nigdy do punktu wyjścia. Co zatem tracimy i czym się kierować przy wyborze najlepszego z nich?
Na pewno tracimy czas, bo nigdy go nie cofniemy, jest nieugięty i nieuchwytny.Niektórzy wybierają ścieżkę asekuracji - nie ryzykują, by też więcej nie stracić.Inni dają się ponieść prądowi życia,w obawie,że coś stracą, coś co moze nawet trwać chwilę - krótszą lub dłuższą - bardziej wartościową lub mniej..tego nie wiemy nigdy. Czym zatem się kierować? Intuicją, zdrowym rozsądkiem, czy po prostu za wiele nie mysłeć nad konsekwencjami i łapać wszsytkie okazje jakie wpadają w nasze życiowe sieci?
Zawsze możemy bazować na wiedzy starszych od nas ludzi, przesyconych "mądrością życiową".Zawsze miałam i będe miec respect do starych ludzi,czasem nie zdajemy sobie nawet sprawy ile można nauczyć się od 80letniej staruszki.I nie mówię o wiedzy sensu stricte,ale "mądrości życiowej" Ile więcej doświadczeń, ilu więcej ludzi spotkali na swojej drodze? Czy są księgą, z której powinniśmy uczyć się czerpać inspirację, korzystać z rad jakie nam dają? Myślę, że mimo wszystko nie..W ostatecznym podsumowaniu bazują przecież na swoim i tylko swoim życiu, i jednym jedynym scenariuszu jakie życie im dało.
Tak, nierzadko tworzę scenariusze mojego życia..Myślę o miejscach, ludziach których nie spotkałam, wybierając tę a nie inną ścieżkę. O doświadczeniach , które mogłam zebrać, ale bałam podjąć się ryzyka i konsekwencji, które by za soba ponosiły.Czy żałuję? Chyba nie..Nie tych, które podjęłam, bo czułam wewnętrzny głos do zrobienia czegoś.Skoro bazowały na mojej intuicji, która wypływa gdzies z mojego wnętrza..tych chyba nie żałuję. Ale to prawda, czasami myślę o prawdopodobnym świecie..
Thursday, 2 February 2012
How today's day enriched me..
Odkryłam dzisiaj szwedzką muzykę (oczywiście to zapewne kropla w morzu szwedzkich wykonawców i wykonawczyń) jednak muzyka jest piękna, przesycona jakimś skandynawskim smutkiem, w sumie nie wiem jak to do końca okreslić, ale zakrawa o jakiś melancholijny chłód...zresztą sami posłuchajcie:
Laleh - jest piosenkarką tworzącą w Szwecji pochodzenia irańskiego, piosenka "śnieg" ma w sobie tyle emocji..
albo Eva Dahlgren
http://www.youtube.com/watch?v=T69df75M_JI&feature=related
to chyba trochę magia szwedzkiego języka:)
Rozmyślałam dzisiaj nad tym, ile zapachu ma w sobie powiew wiosennego wiatru, to zdumiewajace ile wspomnień może ze sobą przynieść taki zwykły - niezwykły powiew wiatru..Moze nie całych zdarzeń ale jakichś mignięć, krótkich, czarno-białych fotografii z przeszłości, zakopanych gdzieś głęboko w naszej pamięci. Taki powiew przychodzi niespodziewanie - kiedy nadchodzi piękny marcowy wieczór, w dzień niosący utęsknienie lata, wieczorem jeszcze nostalgię zimy, albo jesieni, kiedy właśnie wychodzimy z kawiarni, dopijając wczesniej ostatnią kawę nieuchronnie mijającego kolejnego dnia, chroniąc się płaszczem przed napływającą falą chłodu,gdzieś pomiędzy szelestem jednego przydepniętego liścia a drugim, przychodzi wiosenny powiew a z nim wspomnienie..wspomnienie o czymś lub o kimś..i refleksja - czy jej chcemy czy nie,to śmieszne...czasem, wydaje nam się, że jesteśmy tacy silni, ale nie potrafimy panować nad wspomnieniami - one nas determinują, one nas określają, tworzą ciag myślowy w naszych głowach i z nimi nie potrafimy walczyć, bo przecież jesteśmy aż...i tylko ludźmi. To zaskakujące, ile zapachu wspomnień niesie ze soba powiew wiosennego wiatru...
Tuesday, 31 January 2012
Efekt Mozarta - czyli dlaczego warto słuchać Mozarta przed egzaminem...
Oczywiście wszyscy wiemy, że muzyka wpływa na nasze samopoczucie i emocje.
Jest to fakt niepodważalny.
Ale co na to Mozart?
Zacznijmy od krótkiej historii...
Pierwsze badania nad wpływem muzyki na człowieka rozpoczął w latach 50-tych XX wieku we Francji znany otolaryngolog prof. Alfred Tomatis, który wykorzystywał muzykę do pracy z dziećmi z zaburzeniami mowy i komunikacji.
Badacz ten wykazał, że ucho jest organem nie tylko do słyszenia i słuchania, a przede wszystkim organem, który naładowuje korę mózgową energią elektryczną. Owo dynamizowanie kory mózgowej poprzez dźwięki niesie za sobą wiele niezwykle pozytywnych dla człowieka aspektów jak poprawa koncentracji uwagi, wzrost kreatywności, poprawa zapamiętywania, ułatwienie nauki czytania i pisania, podwyższenie motywacji, opóźnienie objawów zmęczenia, harmonizowanie napięcia mięśniowego, poprawę koordynacji ruchowej, czy nie popadanie w depresję.
W swojej pracy Tomatis sprawdzał oddziaływanie muzyki wielu różnych kompozytorów, ale okazało się, iż muzyką, która najlepiej stymuluje mózg są utwory Mozarta i chorał gregoriański.
Ale co na to Mozart?
Zacznijmy od krótkiej historii...
Pierwsze badania nad wpływem muzyki na człowieka rozpoczął w latach 50-tych XX wieku we Francji znany otolaryngolog prof. Alfred Tomatis, który wykorzystywał muzykę do pracy z dziećmi z zaburzeniami mowy i komunikacji.
Badacz ten wykazał, że ucho jest organem nie tylko do słyszenia i słuchania, a przede wszystkim organem, który naładowuje korę mózgową energią elektryczną. Owo dynamizowanie kory mózgowej poprzez dźwięki niesie za sobą wiele niezwykle pozytywnych dla człowieka aspektów jak poprawa koncentracji uwagi, wzrost kreatywności, poprawa zapamiętywania, ułatwienie nauki czytania i pisania, podwyższenie motywacji, opóźnienie objawów zmęczenia, harmonizowanie napięcia mięśniowego, poprawę koordynacji ruchowej, czy nie popadanie w depresję.
W swojej pracy Tomatis sprawdzał oddziaływanie muzyki wielu różnych kompozytorów, ale okazało się, iż muzyką, która najlepiej stymuluje mózg są utwory Mozarta i chorał gregoriański.
Muzykę Mozarta zaczęto wykorzystywać do walki z takimi chorobami jak
epilepsja, autyzm, dysleksja, zaburzenia emocjonalne, nadpobudliwość psychoruchowa (ADD i ADHD) i wieloma innymi. Na oddziałach szpitalnych, w których przez 15 minut dziennie puszczano muzykę relaksacyjną odnotowywano zmniejszone zapotrzebowanie pacjentów na środki znieczulające i uspokajające.
Jednak co rozpętało na dobre muzyczne pandemonium?
W 1993 roku od pracy autorstwa Rauscher et al. opublikowanej w "Nature" (co niewątpliwie pomogło tej wieści prędko rozprzestrzenić się po świecie). W pracy tej badacze opisali, jak puszczanie studentom muzyki Mozarta – a ściślej jego sonaty D-dur na dwa fortepiany – zwiększa ich zdolności kognitywne.
Najpierw dwa słowa o oryginalnym badaniu: studentom w trzech grupach puszczano albo muzykę Mozarta albo powtarzającą się melodię relaksacyjną albo też nie puszczano im niczego.
Następnie poddawano ich mierzącemu inteligencję testowi Stanforda-Bineta: według autorów studenci, którzy słuchali Mozarta wykazywali krótkotrwały wzrost IQ o 8-9 punktów.
W 1999 roku temat znowu otarł się o Nature - badacze ze Stanów i Kanady próbując odwzorować dokładnie eksperyment Rauschner nie dali jednak rady uzyskać tych samych wyników.
Natomiast w opublikowanej niedawno książce 50 wielkich mitów popularnej psychologii efekt Mozarta zajął zaszczytne szóste miejsce.
Naukowcy odkryli, że muzyka baroku – Vivaldiego, Telemanna, Bacha, a w szczególności części ich utworów w wolnym tempie largo lub andante może podnieść poziom inteligencji, przyspieszyć proces przyswajania wiedzy, powiększać pamięć i uwalniać od stresu. Utwory utrzymane w tempie odpoczywającego serca (60-70 uderzeń na minutę) pozwalają na osiągnięcie stanu alfa, który charakteryzuje się całkowitym relaksem organizmu. Muzyka ponadto uaktywnia prawą półkulę mózgu odpowiedzialną za intuicję i przeżycia estetyczne.
Jakie jest moje zdanie?
Myślę, że coś w tym jest.. jednak do "Efektu Mozarta" podchodzę sceptycznie.Owszem,naukowcy są zgodni,że muzyka Mozarta posiada pewne lecznicze warunki poprzez jasną, przejrzystą formę, wysoką częstotliwość dźwięków i niezwykłą różnorodność form, temp, nastrojów. Przeszło 600 kompozycji tego kompozytora zostało podzielonych na grupy w zależności od efektu, jaki wywołują.
Jednak co rozpętało na dobre muzyczne pandemonium?
W 1993 roku od pracy autorstwa Rauscher et al. opublikowanej w "Nature" (co niewątpliwie pomogło tej wieści prędko rozprzestrzenić się po świecie). W pracy tej badacze opisali, jak puszczanie studentom muzyki Mozarta – a ściślej jego sonaty D-dur na dwa fortepiany – zwiększa ich zdolności kognitywne.
Najpierw dwa słowa o oryginalnym badaniu: studentom w trzech grupach puszczano albo muzykę Mozarta albo powtarzającą się melodię relaksacyjną albo też nie puszczano im niczego.
Następnie poddawano ich mierzącemu inteligencję testowi Stanforda-Bineta: według autorów studenci, którzy słuchali Mozarta wykazywali krótkotrwały wzrost IQ o 8-9 punktów.
W 1999 roku temat znowu otarł się o Nature - badacze ze Stanów i Kanady próbując odwzorować dokładnie eksperyment Rauschner nie dali jednak rady uzyskać tych samych wyników.
Natomiast w opublikowanej niedawno książce 50 wielkich mitów popularnej psychologii efekt Mozarta zajął zaszczytne szóste miejsce.
Naukowcy odkryli, że muzyka baroku – Vivaldiego, Telemanna, Bacha, a w szczególności części ich utworów w wolnym tempie largo lub andante może podnieść poziom inteligencji, przyspieszyć proces przyswajania wiedzy, powiększać pamięć i uwalniać od stresu. Utwory utrzymane w tempie odpoczywającego serca (60-70 uderzeń na minutę) pozwalają na osiągnięcie stanu alfa, który charakteryzuje się całkowitym relaksem organizmu. Muzyka ponadto uaktywnia prawą półkulę mózgu odpowiedzialną za intuicję i przeżycia estetyczne.
Jakie jest moje zdanie?
Myślę, że coś w tym jest.. jednak do "Efektu Mozarta" podchodzę sceptycznie.Owszem,naukowcy są zgodni,że muzyka Mozarta posiada pewne lecznicze warunki poprzez jasną, przejrzystą formę, wysoką częstotliwość dźwięków i niezwykłą różnorodność form, temp, nastrojów. Przeszło 600 kompozycji tego kompozytora zostało podzielonych na grupy w zależności od efektu, jaki wywołują.
Mimo to myślę, że nie powinniśmy popadać w paranoję, "Efekt Mozarta "nie wyleczy nas z raka ani innych ciężkich chorób, nagle nie wzrośnie nam poziom inteligencji o 9 punktów.
Mimo wszystko uważam, ze warto słuchać muzyki Mozarta - przecież nic nie tracimy, można tylko zyskać Jestem przekonana , że wpływa na nasze zdolności koncentracyjnie ( wielokrotnie testowałam to na sobie), a przede wszsytkim uwrażliwia na piękno - i tego się trzymajmy - może po prostu bez większych udziwnień..
Dla przyjemności wspomniana wcześniej Sonata D-dur Mozarta na dwa fortepiany:
A wy co myślicie o Efekcie Mozarta?
Może znacie jakieś ciekawe pozycje książkowe, wyjaśniające ten fenomen?
Subscribe to:
Comments (Atom)